Angielskie poczucie humoru nie ma zbyt wiele wspólnego z polskim.Sarkazm i autoironia,tak cenione przez Anglików,dla wielu Polaków są nie do pojęcia.Nie można powiedzieć,że nie lubimy się śmiać,ale wolimy dowcipkować z innych.Tymczasem w Wielkiej Brytanii, zważając na specyfikę humoru Wyspiarzy,imigranci z Polski mają szansę stać się obiektem nowej serii żartów.Jak sobie poradzą?Czy uda im się nabrać do siebie dystansu?A może taka sytuacja stanie się podstawą do konfliktu?
Test dojrzałości czy płachta na byka?
Zdaniem polskiego antropologa społecznego Michała Garapicha,okoliczność ta będzie dla Polaków „ważnym testem na dojrzałość ”.Pozwoli sprawdzić, jak łatwo się integrujemy.Według badacza,dowcipkowanie to „permanentny element każdego dialogu, interakcji społecznej ”.Czy Polacy będą jednak w stanie go zrozumieć?Zdaniem psycholog Agnieszki Major,która od 5 lat pomaga polskim imigrantom na Wyspach,żarty o Polakach mogą zadziałać wręcz przeciwnie,jak przysłowiowa „płachta na byka ”.
– Czym innym jest śmianie się z samego siebie, a czy innym,gdy ktoś się z nas śmieje.Uderza to w poczucie naszej własnej wartości,bo czujemy się obrażeni.I takie zjawisko jest naturalne – tłumaczy.
– Tego typu żarty mogą nasilać konflikt miedzy nacjami,a nie integrować społeczności – dodaje.
Lekcja humoru
W swoim grudniowym felietonie dla Gazety Wyborczej Michał Garapich pokusił się o głębszą analizę brytyjskiego dowcipu.Badacz zauważa,że poprzez humor Anglicy nie tylko opisują świat,ale równocześnie go komentują.Powołując się na Kate Fox, antropolog opisującą kody zachowań Anglików,polski naukowiec wskazuje na fakt,że angielski dowcip zdecydowanie odróżnia się od poczucia humoru innych nacji.Objawia się to przede wszystkim poprzez celowe zamazanie granicy „między mową wziętą »serio « i mową wziętą w cudzysłów ironii ”.W Anglii humor jest obecny we wszystkich aspektach życia społecznego.
Michał Garapich przyznaje też,że nie może się już doczekać,kiedy powstanie seria dowcipów o Polakach,najlepiej o polskich księżach.„Z czego najbardziej bowiem lubią się nabijać Anglicy to z pompy, powagi,sztucznego zadufania w sobie,a ponieważ jak wiadomo Polacy obrażają się i mają swoje tematy tabu,tylko czekać jak się pojawią jakieś ciekawe przykłady ” – pisze.Pomimo że zauważa,iż kawały o Polakach nie cieszą się popularnością w ich rodzimym kraju,nie ma nic przeciwko,aby pojawiły się na emigracji.Rozważania Polaka,z opóźnieniem, ale trafiły do Wielkiej Brytanii.Brytyjskie media podejmując temat określiły Polaków jako osoby „pochmurne ”,które należy rozweselić.
Podały także,że badacz wzywa Wyspiarzy,aby zaczęli śmiać się z Polaków,po pomoże im to w integracji.
Zdaniem Michała Garapicha jego artykuł został opatrznie zrozumiany.– Ta historia zaczęła już żyć własnym życiem – twierdzi polski antropolog. Nawoływania do naśmiewania się z Polaków,których rzekomo się dopuścił,są jego zdaniem mocno przesadzone.– Nigdzie nie namawiam Brytyjczyków do produkcji żartów o Polakach,aczkolwiek gdybym spotkał Rowana Atkinsona,Johna Cleese albo Sache Barona Cohena to pewnie bym to zrobił, bo po prostu angielski humor lubię,tak samo jak lubię ironię Jeremiego Przybory czy absurd Mrożka.Ubieranie tego w dyskurs „napięć między nacjami ” jest niedojrzałością tego samego kalibru,co demonstrowanie przeciwko rysunkom Mahometa – podsumowuje.
Antypolskie żarty bawią Anglików?
O tym,że Polacy są wrażliwi na punkcie swojej narodowości mieliśmy okazję przekonać się,gdy amerykański komik Doug Stanhope,występując w brytyjskiej telewizji,pozwolił sobie na kilka żartów o Polakach.W popularnym programie „Comedy Lab ” mężczyzna wypowiedział się,zdaniem jednych w zabawny,zdaniem innych w obleśny sposób o polskich kobietach.Przyznał on,że „ polskie dziewczyny są k*******gorące (…)” – mówił.Następnie zwrócił się do Wyspiarzy:„Wreszcie macie jakieś fajne dziewczyny w Wielkiej Brytanii i co z nimi robicie? Wysyłacie je na śmierdzące farmy!” – dodał.
Zachowanie komika oburzyło Polaków mieszkających w Leeds.Jeden z nich wysłał nawet list do szefostwa stacji Channel 4,która wyemitowała program.Polacy nie pozostali też obojętni,gdy w okresie Bożego Narodzenia do brytyjskich sklepów trafiła pocztówka,która ich zdaniem wyśmiewała Jana Pawła II.Przedstawiała zmarłego papieża leżącego na katafalku,a w tle Georga Busha,który pytał:„Co się stało Mikołajowi?”.
Te dwa przykłady wskazują więc na to,że nie przyjmujemy żartów na swój temat z otwartymi ramionami.– Czułbym się zażenowany,gdyby angielscy znajomi w mojej obecności śmiali się z Polaków. Podejrzewam,że próbowałbym z nimi polemizować i tłumaczyć,że pewne zachowania,które obśmiewaliby,są jedynie stereotypami – mówi Tomek Szczygieł,który od dwóch lat mieszka w Londynie.Innego zdania jest Anglik Paul Bolton.– Jeśli żarty byłyby w granicach dobrego smaku,to nie widzę przeciwwskazań – mówi.
Mieszkający na Wyspach Polacy przejmują wiele nawyków od Brytyjczyków.Wielu z nas potrafiło przyzwyczaić się do zachowań,które początkowo mogły dziwić.Poczucie humoru jest jednak sprawą indywidualną.To,co śmieszy jednych,innych może wcale nie bawić.Tym bardziej,jeśli żarty dotyczą spraw istotnych.Warto więc ważyć słowa,by nie zostać źle zrozumianym i nie zapominać,że charakter człowieka najlepiej określa się przez to,co uznaje on za śmieszne.