Właściciele wielu londyńskich kawiarenek nie zezwalają na wysyłanie jakichkolwiek załączników. Nie tylko zdjęć czy filmów, ale również zwykłych plików tekstowych, ot, choćby w formacie Word. Tłumaczenie jest zawsze takie samo: względy bezpieczeństwa. Tak jest istotnie, bo w przypadku języków innych niż angielski trudno jest komukolwiek sprawdzić czy materiały, które wysyła lub ściąga użytkownik nie zawierają zabronionych treści. Zwłaszcza związanych z jakąkolwiek formą terroryzmu.
Treści kontrolowaneKawiarenka internetowa w Stratford. W kilku szeregach stoją 23 stanowiska komputerowe z przegrodami oddzielającymi monitory. Niemal wszystkie bez przerwy są zajęte. Co ciekawe, przy żadnym z nich nie ma komputera – te są zabudowane tak, by żaden z gości kawiarenki nie miał do nich dostępu i by samodzielnie nie podłączył pendrive’a, dyskietki czy też użył płyty z własnymi danymi.
Choć w ten sposób właściciele kawiarenek zabezpieczają się przed niewłaściwym wykorzystaniem ich sprzętu, dla wielu klientów zakaz wysyłania jakichkolwiek załączników to poważny problem.
Ola i Magda, które kilkanaście dni temu przyjechały do Londynu, nie ukrywają, że obostrzenia wprowadzone w wielu punktach niezwykle utrudniają im znalezienie pracy.
– Nie mamy jeszcze komputera, więc musimy korzystać z kawiarenek. To już kolejna, z której nie możemy nic wysłać, widocznie tak nam się jakoś głupio trafia – żalą się.
Choć nietrudno zrozumieć rozczarowanie obu dziewczyn, pod uwagę należy także wziąć racje właścicieli. Ci zaś są zdania, że nawet jeśli kafejka internetowa jest miejscem publicznym, a internet sam w sobie jest anonimowy, pewne restrykcje powinny być wprowadzone. Zwłaszcza w tak ogromnym mieście jak Londyn, w którym przy prawie każdym zakazie i nakazie słyszy się, że to wszystko dla „wspólnego dobra i bezpieczeństwa”.
Od Iwana do BERR…
Wydawać by się mogło, że najwłaściwszą instytucją, która mogłaby odpowiedzieć na kilka pytań dotyczących rzekomych „obostrzeń” w kafejkach internetowych, jest Home Office. Okazuje się jednak, że uzyskanie jakichkolwiek informacji na temat tego, czy rzeczywiście zakaz wysyłania załączników z wielu kafejek ma coś wspólnego z zapobieganiem terroryzmowi, graniczy z cudem. Jedyną instytucją, która ma coś do powiedzenia w tym zakresie jest Department of Business, Enterprise and Regulatory Reform. Odpowiedzi pozostawiają jednak wiele do życzenia.
Filip Cuprych: Czy są jakiekolwiek rządowe obostrzenia związane z korzystaniem z kawiarenek internetowych?
Geoff Smith, BERR: Nie ma. Są natomiast regulacje związane z bezpieczeństwem, w tym – przeciwpożarowym wewnątrz samych kawiarenek.
Czy w tego typu kafejkach każdy może używać własnych CD, DVD, pendrive’ów, dyskietek, z których będzie wysyłać pliki, nawet zabronione?
To jest sprawa właścicieli kafejek.
Czy w takim razie, są oni zobowiązani do tego, by sprawdzać zawartość plików, które są wysyłane i pobierane?
Nie. To nie leży w ich kompetencjach. Gdyby na to pozwolić, naruszałoby to Data Protection Act.
A jeśli użytkownikiem kawiarenki internetowej jest ktoś, kto nie posługuje się językiem angielskim... czy dane, które wysyła i pobiera powinny być tłumaczone?
Jak już powiedziałem, to nie jest zadanie właścicieli tych lokali. Zresztą, byłoby to ogromnym przedsięwzięciem, gdyby chcieli tłumaczyć wszystko, co ludzie wysyłają i pobierają.
Czy zatem użytkownicy kawiarenek powinni być rejestrowani? Powinny być spisywane ich dane personalne na wypadek, gdyby okazało się, że pliki, które wysyłali i pobierali były zakazane?
Musiałyby się zmienić regulacje dotyczące użytkowania kafejek. Nic mi nie wiadomo, żeby były plany nakładania tego typu obowiązków na właścicieli tych obiektów.
A czy można w jakiś sposób sprawdzać strony odwiedzane przez użytkowników kawiarenek internetowych i w ten sposób kontrolować, czy nie używali danego komputera do celów terrorystycznych?
Nie. To byłoby dodatkowym obowiązkiem właścicieli kafejek i mogłoby być nielegalne w stosunku do ich użytkowników.
A jakie są procedury, jeśli okaże się, że któryś z użytkowników kafejki zajmował się procederem związanym z terroryzmem?
To pytanie proszę wysłać do Home Office.
Kto stoi za zakazem?
Plany kontroli i rejestracji użytkowników kawiarenek internetowych, przeglądanych przez nich stron, a także wysyłanych i pobieranych plików, już pojawiły się w kilku krajach. Ich rządy nie widzą w tym niczego nadzwyczajnego, bo wiążą to z ogólnie pojętym bezpieczeństwem. I choć te same pliki można rozsyłać z domu, to jednak kafejka internetowa zawsze pozostanie miejscem publicznym.
Daleko idące obostrzenia wprowadzono i zapowiedziano już m.in. w Syrii, Arabii Saudyjskiej czy Indiach. Tamtejsze rządy zasugerowały bądź narzuciły na właścicieli kawiarenek internetowych obowiązek rejestrowania danych ich użytkowników, takich jak imię, nazwisko czy też czas, w którym korzystają z kawiarenki. Uzasadniając swoją decyzję, rząd Arabii Saudyjskiej ujawnił, że niektórzy terroryści właśnie w kafejkach internetowych planowali ataki i tam wymieniali się informacjami. Jednak nie wszyscy właściciele kawiarenek dostosowali się do tych regulacji.
Niemniej jednak prawie wszyscy przyznają, że nie zezwalają na odwiedzanie zabronionych stron.
Mimo że w Wielkiej Brytanii nie wprowadzono jeszcze żadnych obostrzeń, właściciele kafejek internetowych postanowili zabezpieczać się sami. Jak mówią, nigdy nie wiadomo, jakie informacje i do kogo posyłają ich klienci. Tym bardziej że w Londynie mówi się ponad 340 językami.