Głos Polski    |    Goniec Polski    |    Praca i życie    |    Życie na wyspach


Historia Polski to wasza tożsamość
Autor: KATARZYNA KOPACZ, ADAM SKORUPIŃSKI   
02/02/2008.
Goniec
Goniec Polski, nr 4 (210), 25 stycznia 2008



Przeczytałem w gazecie,że „brytyjski historyk opowie o drodze,która skierowała jego zainteresowanie historią na polskie tory ”,ale to chyba zbyt trudne zadanie –tymi słowami prof.Norman Davies rozpoczął swoje spotkanie z Polonią,które odbyło się w niedzielę w sali przy kościele na Devonii.

Zanim jednak profesor Davies rozpoczął opowieść o swoich związkach z Polską i polską historią,wygłosił kilka słów na temat języka i religii.Mówiąc o języku,wspominał o jednym ze swoich pierwszych wykładów w polskiej szkole,który odbył się wiele lat temu.
– Zapytałem uczniów,czy chcą,żebym mówił po polsku czy po angielsku?Słysząc jednak moją polszczyznę,wybrali angielski – opowiadał profesor Davies.
Naukowiec podkreślił jednak,że wszyscy Polacy,którzy zdecydowali się żyć i pracować w Wielkiej Brytanii powinni być dwujęzyczni – bo to jest kluczem do sukcesu w tym kraju.
– Ta łatwość mówienia w jednym i drugim języku jest ogromnie ważna – zaznaczał Norman Davies.– Pomiędzy oboma językami jest także język anglo-polski,czyli polski mówiony z angielskim akcentem lub na odwrót.Jest też polglisz,czyli polski z angielskimi wtrąceniami – żartował.
Na wstępie profesor opowiedział też trochę o historii,która,jak zauważył,w Anglii często bywa przedmiotem żartów,gdyż Brytyjczycy rzadko widzą w dziejach swojego kraju coś bolesnego lub poważnego.
– Żartują,pytając np.w jaki sposób żony Henryka VIII traciły głowy lub w ilu hotelach spała królowa Elżbieta,bo miejsc,w których ponoć nocowała jest tyle,że musiałaby żyć z pięć tysięcy lat – opowiadał profesor.
Zdaniem Normana Daviesa,dla Polaków zaś historia jest tematem bolesnym – jej bolesne rozdziały są wciąż świeże i jeszcze trudno spokojnie o nich mówić;czasem bywa też przyczyną sporów.
W swoim wstępie profesor odniósł się także do religii.Przypomniał,że Anglia to kraj wielowyznaniowy,Polska zaś religijnie jest wyjątkowo homogeniczna.
– Nie zawsze jednak tak było,a moim obowiązkiem jako historyka jest o tym przypominać – mówił Norman Davies.– Dlatego każdy obywatelPolski przed wojną,tak jak dziś każdy londyńczyk, spotykał codziennie kogoś odmiennego wyznania – dodał.
Zebranym w sali przy kościele na Devonii zdradził również,że w nocy z soboty na niedzielę skończył swoją kolejną książkę,pokazującą historię Polski poprzez m.in.karty pocztowe,pocztówki oraz koperty.

Czego my,Polacy,możemy nauczyć się z własnej historii,jakie wnioski możemy z niej wyciągnąć,co widzi Pan Profesor w niej szczególnego?

Profesor Norman Davies: Każdy naród dowiaduje się kim jest właśnie przez historię.JesteściPolakami, dlatego, że Wy i Wasze rodziny przez pokolenia przeżyliście jej dzieje.Więc Wasza historia jest częścią Waszej tożsamości.I to jest najważniejsze. Ktoś powiedział,że naród bez znajomości historii jest jak człowiek bez pamięci.Jeśli ktoś nie pamięta swojej przeszłości,to nie wie, gdzie się znajduje i dokąd zmierza,dlatego że historia nie jest podmiotem podręcznikowym,jest częścią Was.

Jakie stereotypy dostrzega Pan w obrazie Polaków,dominującym wśród brytyjskiego społeczeństwa?Czemu mają one służyć?

Stereotypy nie mają nic wspólnego z prawdą. Każdy służy temu,by powierzchownie i szybko coś zdefiniować,gdy rzeczywistość jest zbyt skomplikowana.Nie wiem jak jest teraz,bo wszystko zmienia się wraz z falą nowej emigracji,ale stereotypy o Polakach są różne.Na przykład 30 lat temu, kiedy moja wtedy jeszcze narzeczona przyjechała po raz pierwszy do Oxfordu,na spotkaniu Towarzystwa Heraldyki Dworskiej powitano ją jako „hrabiankę z Krakowa ”.Anglik,który ją przedstawiał,nic o niej nie wiedział,ale miał zakodowane, że każda Polka musi być hrabianką.Natomiast w Ameryce ten stereotyp jest inny.Przeciętny Polak postrzegany jest tam jako prosty,niepiśmienny człowiek,podejmujący się najgorszych prac,dlatego że Polacy,którzy wyemigrowali do Chicago w XIX i XX wieku byli w większości głodnymi i biednymi imigrantami,tak zwanymi głodomorami z Galicji.Trzeba zrozumieć,dlaczego ludzie używają stereotypów,ale nie można mieć do nich zaufania,bo bardzo często są one fałszywe.

Polska jest poniekąd Pana drugą ojczyzną. Czy jest jeszcze coś takiego,co Pana w niej zaskakuje,czy cały czas jest Pan jeszcze czymś zdumiony,patrząc na nasz kraj?

Oczywiście.Zaskakuje mnie,gdy mówicie o charakterze narodowym wspólnym dla wszystkich Polaków.Pytają mnie:„Jacy są Polacy?”.Zawsze odpowiadam,że różni.Charakter narodowy to fikcja.To przecież niemożliwe,żeby 40 milionów ludzi miało jakiś podobny charakter.To,co macie wspólnego, to przeżycie,wspólne doświadczenie,na które każdy reaguje zgodnie ze swoim temperamentem.Na przykład,w historii Polski było wiele powstań,konfliktów i wojen,a czasem nawet połowa Polaków nie popierała tych powstań,nawet Kościół katolicki bardzo często je potępiał.Wśród samych Polaków byli więc powstańcy,ich zwolennicy,przeciwnicy czy ludzie na nie obojętni.Każdy reaguje inaczej na wspólne doświadczenia.

W Pana życiu obecne jest religijne doświadczenie dwóch narodów – Polski i Anglii,trzeba również dodać Walię.Czego może nauczyć się polski katolik od angielskiego katolika i vice versa?

Trzeba pamiętać,że Anglia przez wiele wieków była pozbawiona tradycji tolerancji.W tym kraju po reformacji prześladowano i zabijano katolików, podczas gdy w XVI-i XVII-wiecznej Rzeczypospolitej było wręcz odwrotnie.Ówczesna klaspanująca,czyli szlachta polska,wyrzekła się prześladowań religijnych.Choć nie można ukrywać ciemnych stron historii,zwłaszcza w XX wieku, to jednak na przestrzeni wieków Polska zapisała piękną kartę w stosunkach między różnymi wyznaniami.Anglicy nie mogą powiedzieć tego o swojej historii.Na przykład,do połowy XIX wieku,a więc nie tak dawno w sensie historycznym,uniwersytety w Zjednoczonym Królestwie były zamknięte dla katolików,wyznawców judaizmu i odłamów protestantyzmu odmiennych od anglikańskiego.Całe brytyjskie dziedzictwo religijne jest raczej przykrym doświadczeniem.Owszem,z czasem Wielka Brytania zmieniła się w kraj dosyć tolerancyjny.Teraz dochodzą nowe problemy,a dawny konflikt protestancko-katolicki odchodzi w przeszłość.

Ostatnio głośno jest o problemach integracji wiernych z Polski z Kościołem katolickim w Wielkiej Brytanii.Słychać nawoływania,by ta integracja polegała na uczestniczeniu w nabożeństwach po angielsku.Czy to możliwe, by Polak mógł modlić się w innym języku?Czy takie pojęcie integracji ma w ogóle sens?

Można się modlić w różnych językach,ale nikt nie zapomni pierwszej modlitwy,której się nauczył i którą wypowiadał w dzieciństwie w ojczystym języku.Proszę jednak pamiętać,że przez wieki Kościół katolicki miał bardzo zdrową tradycję prowadzenia liturgii i modlitwy...po łacinie.Bo ten język był bezkonfliktowy.Mówiąc całkiem poważnie,pod koniec XIX wieku,gdy do Stanów Zjednoczonych przybyło kilka milionów Polaków,amerykański Kościół katolicki stanął przed poważnym wyzwaniem. W większości irlandzki kler nie witał z otwartymi ramionami w swoich kościołach nowych imigrantów z Włoch,Hiszpanii czy Polski,którzy nie mówili po angielsku.Na tym właśnie tle doszło nawet do podziału – powstał Polski Kościół Narodowy.Język jest więc tematem wrażliwym,a czasem konfliktowym.Musimy pamiętać,że wiara katolicka nie jest wyznaniem narodowym,tylko powszechnym.

Polska i Wielka Brytania są dość powszechnie uznawane za kraje,które hamują pełną integrację europejską.Oba te kraje obawiają się tego samego – utraty czy rozpłynięcia się tożsamości narodowej w europejskim tyglu.Czy te dostrzegalne procesy unifikacji,globalizacji i znoszenia granic mogą być zagrożeniem dla tożsamości poszczególnych narodów?

Krótko mówiąc – nie.Traktat Rzymski został podpisany w 1956 roku i nie zauważyłem,żeby przeciętny Francuz był „mniej francuski ” niż 50 lat temu,wręcz przeciwnie.Anglicy są jeszcze bardziej „angielscy ” niż kiedykolwiek.Zresztą Unia Europejska ma większe poparcie w Zjednoczonym Królestwie wśród Szkotów,Walijczyków i Irlandczyków niż wśród Anglików.Trzeba pamiętać,że wspólnota europejska – ten projekt czy przygoda polityczna pod hasłem zjednoczenia Europy – została wylansowana po II wojnie światowej po to,by skończyć raz na zawsze z wojnami na tym kontynencie.
Tutaj ów projekt był przedstawiany jako sojusz ekonomiczny,podczas gdy u jego podstaw leży przekonanie,że zjednoczone narody europejskie nie będą w stanie prowadzić między sobą wojen. XX wiek,gdy prawie każdy naród tworzył wolne i suwerenne państwo,był najtragiczniejszymczasem w historii Europy.Dlatego Polacy,którzy cierpieli w ubiegłym wieku więcej niż jakikolwiek inny naród europejski,instynktownie rozumieją,że powinni być częścią tego projektu.Jednakże każdy ma swoją koncepcję na dołączanie do tej wspólnoty i na znalezienie w niej swojego miejsca,ale sam fakt uczestnictwa w zjednoczonej Europie jest akceptowany zarówno przez większość Brytyjczyków,jak i Polaków.
Chodzi o pokój,harmonijne współżycie,bogacenie się,ale są też inne aspekty,które przemawiają za jednością.Na przykład globalizacja.W świecie współczesnym pojedyncze państwo narodowe nie jest w stanie obronić się,tylko wielkie bloki mają szansę przetrwać.Przewiduję,że XXI wiek będzie areną dla konkurencji takich wielkich bloków,jak Chiny,Indie,Stany Zjednoczone.Europa musi się zjednoczyć,żeby móc z nimi konkurować.

Czy nie ma obaw,że w owym projekcie Polska zostanie zepchnięta na margines,podobnie jak to się stało w oficjalnej,akademickiej historiografii?Czy nie zajmiemy przypadkiem miejsca na peryferiach w tym politycznym tworze?

Napisałem książkę pod tytułem „Serce Europy ”...I gdzie jest to serce?Jakie peryferia?!Polska leży w samym środku Europy.Chyba w Otwocku jest obelisk wyznaczający centralny punkt całego kontynentu.To oczywiście ignorancja,gdy ktoś uważa, że Polska,Czechy,Węgry czy Austria leżą gdzieś na peryferiach.Poza tym Polska nie jest małym krajem, chociaż – przyznaję – słyszałem niedawno w BBC, w jakimś materiale o nowych członkach Unii,zdanie,że są to „małe kraje,jak Estonia i Polska ”.Polska nie jest ani krajem małym,ani nie znajduje się na peryferiach.Wasz głos jest mocny,a „polski brat ” w rodzinie europejskiej jest dobrym i ważnym partnerem dla innych.Słowem,Polska ma przyszłość tylko w Unii.

O ile zdajemy sobie sprawę,co składa się na naszą tożsamość narodową,o tyle mamy kłopot z tożsamością Europejczyka.Co może być prawdziwym spoiwem dla tożsamości europejskiej?

Wspólna świadomość czasem tworzy się poprzez akcje polityczne albo kampanie,jednak jako historyk odpowiem,że często wspólna tożsamość powstaje poprzez niebezpieczeństwo czy wojnę.Zastrzegam, że chyba nikt nie chce,również ja,by owa wspólna dla całej Europy tożsamość rozkwitła w efekcie jakiegoś konfliktu,ale równocześnie zdajemy sobie sprawę,że wcześniej czy później taki konflikt się pojawi.Nie przewiduję,że do końca świata Europa będzie spokojna,tak jak była przez ostatnie 50 lat. Gdy pojawia się „wróg przed bramą ”,wtedy zaczyna się myśleć,kim jesteśmy i co nas łączy.W tej chwili nie wiemy jeszcze,skąd przyjdzie konkurencja, czy ze Wschodu czy z Zachodu,ale na pewno to się stanie.




Skomentuj jako pierwszy

Napisz Komentarz
  • Proszę utrzymaj temat wiadomości związany z przedmiotem artykułu.
  • Osobiste słowne ataki będą usunięte.
  • Proszę nie używaj komentarzy, by reklamować twoją witrynę. Taki materiał będzie usunięty.
  • Komentarze pojawiają się z opóźnieniem nawet do 30 minut i więcej, nie wysyłaj dwukrotnie tego samego komentarza
  • Upewnij się zanim klikniesz przycisk 'Wyślij', czy widzisz poprawny kod zabezpieczeń chroniący naszą witrynę przed spamem. Jeśli nie, kliknij *Odśwież Stronę* w twojej przeglądarce.
  • Jeśli nie możesz przesłąć zawartości prawdopodobnie wpisano zły kod bezpieczeństwa.
Imię:
Komentarz:

Kod:* Code

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Powered By PageCache