 Goniec Polski nr 5 (211),1 lutego 2008
W zeszłym roku uczestnikom Światowego Forum Ekonomicznego w Davos zafundowano wyjątkowe doświadczenie.By mogli poczuć się tak,jakby utracili wzrok,zgaszono światła.Dialog toczył się w ciemnościach. Jak pokazały wydarzenia następnych miesięcy,była to metafora znakomicie opisująca postawę elit gospodarczo-politycznych wobec systemu finansowego świata.
Przyjechali.Jak co roku.Milarderzy i bankierzy,politycy rozpoczynający swą wielką karierę,jak i ci,którzy najlepsze lata mają już za sobą,gospodarczy wizjonerzy i maruderzy. Każdy,kto coś znaczy lub chce znaczyć.By słuchać mądrych tego świata,po cichu konspirować (jak to miało miejsce przed kilku laty,gdy spotkali się tu rosyjscy oligarchowie,by zdecydować o poparciu dla kandydatury Władimira Putina),debatować, balować i protestować.No i oczywiście jeździć na nartach. Forum w Davos,organizowane od 38 lat,jest najsłynniejszym zgromadzeniem tego typu.Najwięcej się o nim pisze i mówi.Od kilku lat jest ściśle strzeżone przed potencjalnymi terrorystami i bardzo realnymi antyglobalistami.W tym swoistym skansenie światowej finansjery,biznesu i polityki rozważane są najważniejsze problemy świata.Rozprawia się o nędzy,ociepleniu klimatu,stabilizacji rynków finansowych i ryzyku bankowym. „Z roku na rok świat jest coraz bardziej skomplikowany i coraz mniej stabilny – twierdzi dyrektor biura organizacyjnego forum,Andrew Schneider. – Doroczne spotkanie w Davos ma pomóc przywódcom zrozumieć sens świata i po pięciu dniach wyjechać stąd z nową dawką pozytywnego myślenia i optymizmu w patrzeniu w przyszłość.” W tym roku nie było to takie proste.Miliarder George Soros ostrzegał,że świat wkracza w najgłębszy kryzys od zakończenia II wojny światowej. Spytany,czy jego zdaniem Wielka Brytania wchodzi w okres recesji,odpowiedział:„Myślę,że będzie trudno tego uniknąć ”. Kiedy Soros mówi,że jest źle,to wie co mówi. Nie bez powodu nazywany jest człowiekiem,który „włamał się do Banku Anglii ” – to dokonany przez niego wykup funtów na rynkach światowych w „czarną środę ” 1992 r.zmusił Wielką Brytanię do wyjścia z tzw.węża walutowego Wspólnoty Europejskiej i dewaluacji waluty.Tego jednego dnia Wielka Brytania straciła 3,4 mld funtów.Osobisty majątek Sorosa powiększył się o miliard.Od tego czasu ten niepozornie wyglądający i nielubiący rozgłosu węgierski emigrant (do dziś mówi po angielsku z wyraźnym obcym akcentem)jest traktowany jako swoista pytia finansowa.Zdaniem Sorosa,aby uniknąć kryzysu,który dotknie przede wszystkim USA i Wielką Brytanię,wcześniej powinny zapaść decyzje o interwencji na giełdach.Dziś trudno będzie zatrzymać spadkowy trend. Brytyjski „Financial Times ” w tytule czołówki użył słowa „panika ”.Zacytował także analityka banku Morgan Stanley:„Sądzimy,że jeszcze nie osiągnęliśmy dna ”.Światowe pisma finansowe zauważają,że globalna gospodarka oraz rynki finansowe działają jak jedna maszyna – jeśli jeden tryb przestaje się kręcić,to pozostałe mocno to odczuwają.A zarazem nie ma już ucieczki dla inwestorów. W rezultacie dopuszczono do sytuacji,gdy maklerzy w Tokio mówili:„Będziemy sprzedawać tak długo, aż zobaczymy Nowy Jork ”.I jednym pociągnięciem powodowali dalsze spadki wartości kolejnych światowych koncernów. Nic dziwnego,że w tym roku w Davos nie było nastroju podobnego do tego,który dominował tu przed rokiem,gdy giełdowe indeksy nie tylko były równie wysokie jak przed 11 września 2001 r.,ale liczono na rekordy wszechczasów.Tak się nie stało, gdyż „przegrzane ” amerykańskie rynki kredytów hipotecznych uruchomiły istne domino,które zdołało już przekroczyć Atlantyk. Pesymizm pogłębiła wiadomość,która nadeszła w trakcie trwania forum:drugi co do wielkości francuski bank Société Générale ogłosił gigantyczną stratę.Wszystko przez ryzykowne transakcje jednego z dilerów.Pracownik banku,kupując w ostatnich miesiącach ubiegłego i na początku tego roku drożejące akcje europejskich spółek,doprowadził do łącznej straty ponad 4,9 mld euro.To mniej więcej tyle, ile wynosił roczny zysk banku w ostatnich latach.Po raz kolejny okazało się,że w finansach wiele może zależeć od jednej osoby.I że nawet dramatyczne przykłady,takie jak George ’a Sorosa czy Nicka Leesona,który w 1995 r.doprowadził do bankructwa angielskiego banku Barings,niczego nie nauczyły. Trudno w tej sytuacji o optymizm i wiarę,że nic podobnego nie zdarzy się w przyszłości. Nawet inicjator szczytów ekonomicznych,Klaus Schwab,nie potrafił zdobyć się na optymizm. „Rozmowy w Davos bez wątpienia zdominowane były przez wyzwania,jakie stoją w tej chwili przed światową gospodarką,a które są skutkiem kryzysu na rynku kredytów,odpływu kapitału z krajów zużywających najwięcej energii do krajów,które ją produkują oraz wyraźnych tendencji do wzrostu inflacji ”.W równie pesymistyczny ton uderzył David Nadler,wiceprezes Mash&McLennan,mówiąc: „Perspektywy na progu 2008 r.są bardziej niepewne niż przed rokiem ”. Biorąc pod uwagę,że świat finansowy został mocno zachwiany w posadach,odbyło się szereg dyskusji na temat stabilności finansowej i ryzyka bankowego.Przyjechała liczna reprezentacja amerykańska złożona z polityków i przedstawicieli rad nadzorczych – w ten sposób sfery finansowe i polityczne USA chciały pokazać,że problemy gospodarcze ich kraju znajdują się pod kontrolą.Dlatego też na forum pojawiło się wielu ministrów finansów. Byli wszyscy.Z jednym wyjątkiem:zabrakło delegacji z Polski.Nie pojechał ani prezydent,ani premier.Ten pierwszy tłumaczył to tym,że wizyta byłaby odebrana jako chęć ucieczki od problemów w kraju.„Nie ma tygodnia,żebym nie był gdzieś z zagraniczną wizytą.Gdybym na cztery dni pojechał do Davos,to niektórzy mogliby pomyśleć,że nie chcę zajmować się rządzeniem,tylko wizytami ”. Tłumaczenie Kancelarii Prezydenta było bardziej kuriozalne.„Skoro w ubiegłym roku krytykowano ówczesnego premiera,Jarosława Kaczyńskiego,za to,że nie pojechał do Davos,sądziliśmy,że to szef rządu,a nie prezydent powinien tam jechać ” – wyjaśniał kancelaryjny minister,Michał Kamiński. Gdzież te czasy,gdy na przyjęciach swobodnie pił i gawędził po angielsku prezydent Aleksander Kwaśniewski?Ostatnią polską gwiazdą w Davos był Kazimierz Marcinkiewicz.Była to dla niego pierwsza okazja wejścia w świat finansjery.Opłacało się. Nie był już tak obcy w tym towarzystwie,gdy po przegranych wyborach na prezydenta Warszawy, premier Jarosław Kaczyński wymyślił dla niego „nagrodę pocieszenia ” w charakterze polskiego dyrektora Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju.
|